PIECE Z ROGOŹNA

.

Muzeum Pieców i Kultury Ogniowej, wzbogaciło się o dwa piece. Pieców tych nie mogłem "odpuścić", bo to kawałek historii związanej z moim dzieciństwem. Piece z byłego mieszkania i gabinetu lekarskiego przyjaciela mojego ojca.

 

Ojciec belfer uczył mnie zduństwa, siostra (w ogólniaku) była na jakiejś prywatce z tymi właśnie piecami w tle, dom wyróżniający się na ulicy Wielkopoznańskiej, jak zwykliśmy nazywać Wielką Poznańską…Mało istotne informacje dla kogoś spoza Rogoźna. Piece zaś niebanalne…warte grzechu. Dla mnie więc (i dla muzeum) – "dwa w jednym".

 

Dziś fotorelacja. Może kiedyś pojawi się bogatsza relacja…Pożyjemy zobaczymy…

Przypominam o możliwości powiększenia obrazu poprzez kolejne klikanie na zdjęcie.

 

.

 

Oba piece tej samej wysokości. Zielony o mniejszej pojemności, bo i do ogrzania miał trochę mniej…

 

Siostra już parę dni starsza niż wtedy gdy na Bambino płyty puszczali…No i mój "młody" jako pomocnik.

Ktoś się kiedyś napracował, a teraz kupka gruzu została…

 

Zielony piec był mniejszy, ale miał zmyślniej kanały dymne poprowadzone. Taka ich konstrukcja, narzuciła obecność okrągłych wyczystek nad drzwiami. Służyły do okresowego czyszczenia skomplikowanej drogi dymu do komina.

 

"Detronizacja", czyli zdjęcie korony…

Od czasu prywatek i wypisywania recept w towarzystwie pięknych kafli, dużo wody upłynęło…Zmienili się najemcy mieszkania, ale piece były ciągle jedynym źródłem ciepła.  Praktycznie do ostatniej zimy. Wygląd i stan drzwi, sporo mówią o wiedzy na temat posługiwania się tymi budowlami, przez ich ostatnich użytkowników…



Dodaj komentarz