PIECOKOMINEK

.

 

      Ostatnio piszę z rzadka. Brak czasu to jedna przyczyna. Druga to charakter mojej aktywności. Głównie piszę „technicznie”, a to temat który łatwo wyczerpać. Poza tym nie wiadomo czy ktoś to w ogóle czyta?!…

 

      CZĘŚĆ I

 

      Dziś o piecokominku. Nie ma takiego słowa w słowniku języka polskiego. Nie wiadomo więc jak powinniśmy pisać. Może tak: pieco-kominek, lub tak: pieco kominek?

 

      Wikipedia zawiera kilka informacji, które nawet nieźle, niestety dość skrótowo wyjaśniają problem.

Oto krótki fragment: „ Do największych zalet piecokominka zalicza się:

  • (1) prosty i stosunkowo szybki montaż z gotowych elementów prefabrykowanych,

  • (2) wzrost sprawności całego zespołu,

  • (3) zmniejszone zapotrzebowanie na paliwo w porównaniu do zwykłego kominka,

  • (4) wydłużenie czasu oddawania ciepła. „

Trochę skromnie i wybiórczo potraktowano w Wikipedii również problem samego pieca. Dlatego pozwolę sobie na kilka uwag.

 

      Próba sprowadzenia piecokominka do „prostego i szybkiego” (1) montażu kilku klocków i wkładu to spore uproszczenie. Moim zdaniem w określeniu „piecokominek” istotne jest tylko połączenie wyglądu obu konstrukcji. Piec może wyglądać jak kominek i odwrotnie. Funkcja natomiast powinna być pieca, ale dróg do osiągnięcia celu może być wiele i niekoniecznie prostych, wynikających z prefabrykacji. Sama idea prefabrykacji wzięła się z chęci zwiększenia ilości budowanych pieców. Budowa pieca metodą tradycyjną wymagała przygotowania zawodowego. Wykształcenie dobrego zduna wymagało sporo czasu i dobrego nauczyciela. Prefabrykacja, pozwala na budowę urządzeń wcześniej zaprojektowanych i wykonanych w fabryce, powtarzalnych i montowanych pod odpowiednim nadzorem lub w oparciu o instrukcje montażu. Do tego nie potrzeba zduna po 5 latach nauki, tylko bystrego robotnika po kilkudniowym przeszkoleniu, a do projektowania po półrocznym przyspieszonym kursie zduńskim. Odbudowa ZSRR po pożodze wojennej to przykład na rozwój prefabrykacji urządzeń ogniowych. Brak zdunów trzeba było w jakiś sposób rozwiązać. Współczesny rozwój produkcji elementów prefabrykowanych to głównie biznes, mający na celu osiągniecie wysokich wyników sprzedaży niekoniecznie zależnej od umiejętności, możliwości przerobowej i kaprysów zdunów.

      W punktach (2), (3), (4) zgoda, z tym, że trzeba to rozwinąć. Piecokominkiem proponuję nazywać konstrukcję w której wewnętrzna część robocza oddzielona jest przegrodą powietrzną od obudowy. Bez znaczenia jest czy przestrzeń ta będzie wietrzona czy nie. Przyjmijmy też założenie, że bez znaczenia jest, czy zamknięte we wnętrzu obudowy powietrze wprawimy w ruch czy tez nie. Taki sposób wykonania pieca, pozwala zrezygnować z tradycyjnych metod jego budowy, gdzie kafle stanowią konstrukcyjny (jednorodny) element paleniska i kanałów dymnych. Całość: cegły, dachówki i kafle, połączone gliną i klamrami z drutu, „pracują” podczas rozgrzewania i studzenia tradycyjnego pieca. Oprócz wiedzy potrzebnej do budowy pieca tradycyjnego trzeba dodać, że jest to konstrukcja słabo zharmonizowana ze współczesnym użytkownikiem. Nie tylko budowa, ale i palenie w takim piecu wymaga wiedzy i stosowania pewnych zasad. Piec gliniany jest elastyczny. Glina to nie klej. Służy jako wypełnienie, a trzymają klamerki z drutu. Taki piec powinien być umiejętnie rozgrzewany, i po rozgrzaniu utrzymywany w ciepłocie. Najlepiej od jesieni do wiosny. Tak też było gdy piec był jedynym źródłem ciepła. Do dziś tak jest wśród uboższej części społeczeństwa, głównie na wschodzie Europy. Można założyć, że tradycyjny piec miał jeden cykl grzewczy na rok. Bez względu na to czy hajcowano w nim ostro bo był siarczysty mróz, czy palono słabiej czy mocniej, piec taki był zawsze rozgrzany (rozszerzony) i przede wszystkim suchy. Dobra gospodyni wiedziała (bo dobry zdun jej powiedział), że piec jesienią trzeba najpierw wysuszyć i rozgrzać (najlepiej drobnym chrustem) , zanim zacznie się w nim naprawdę palić. Współczesny klient zamawia piec jako alternatywę dla swego systemu grzewczego typu kaloryfery, bardziej dla klimatu, z rzadka jako podstawę ogrzewania. Pali w nim kiedy chce i jak chce. Rzadko pamięta o przykazaniach które otrzymał w trakcie próbnego, wspólnego z budowniczym odpalenia. Takie odpalanie z rzadka też odbywa się jak należy. Głównie z powodu braku wiedzy połowy współczesnych „panów kominkowych”, lub braku czasu na takie „ceregiele”. Piec w takim domu stoi nieużywany, zimny i ma służyć jak tylko właściciel tego zapragnie. Ilość cykli, polegających na rozgrzaniu i całkowitym wystygnięciu, jest wielokrotnie większa niż to jest i było u ludzi posiadających taki piec nie z powodu zachcianki, czy dla tzw. klimatu. Zawilgocony piec musi wytrzymać natychmiastowe rozgrzanie do maksymalnych oczekiwań, co skutkuje jego przyspieszona destrukcją. Konieczne jest przestawianie takiego pieca nie co 20-30 lat, tylko co 5-10. Wszystko za sprawą ilości cykli, jakie tradycyjny piec jest w stanie wytrzymać. Po prostu starzeje się bardzo szybko.

      Zduństwo nowoczesne w zasadzie wyeliminowało ten problem. Przynajmniej w wielu wypadkach mocno go ograniczyło. Podział urządzenia na dwie części, dwa niezależnie od siebie „pracujące” elementy, pozwolił przystosować współczesny piec do nowych zadań. W środku „silnik” a na zewnątrz „karoseria”. Silnik niekoniecznie z „lepszych” materiałów, jak to próbują nam mówić producenci prefabrykowanych odlewów. Można go zbudować z tej samej, historycznie sprawdzonej, wypalanej cegły szamotowej, której używa zdun budujący piec gliniany, tradycyjny.

      Ale o tym w następnym odcinku, za parę dni…

 

      Na zdjęciach wnętrze pieca tradycyjnego. Ładnego, zieloniutkiego. Piec otrzyma drugie życie…

 

.

 

.



Dodaj komentarz