NA NAUKĘ NIGDY NIE JEST ZA PÓŹNO
Dla tych którzy uczą się do końca życia, przygotowałem kolejną sesję mojej szkoły kominkowej. Tak jak dotychczas, spróbuję trochę pokazać, i co nieco przybliżyć. Oprócz tradycyjnego „prania mózgu” pod kątem bezpiecznej i prawidłowej instalacji urządzeń ogniowych, kilka nowości. Termokaust z Hryniewicz pod Białymstokiem to debiutant w szkole, mimo jego coraz powszechniejszej obecności na rynku. Czekałem świadomie, bo Rafał z Krzyśkiem (twórcy konstrukcji) ciągle coś udoskonalali, poprawiali i wersja którą otrzymałem jest już tym, o co chłopakom chodziło. Oczywiście musiałem swoje trzy grosze wtrącić i przygotowałem Termocausta do ćwiczeń na sucho w mojej szkole, przyprawiając Rafałowi kilka siwych włosów na głowie…Piec to misternie zaprojektowana konstrukcja z historycznie sprawdzonego materiału , jakim jest szamot. Jego budową powinni się zajmować również „historycznie sprawdzeni” rzemieślnicy, czyli zduni.
Salzburg firmy Nordpeis, to druga „świerzynka” na lekcjach. Piec kumulacyjny rodem z Trzcianki, nawiązuje do czasów odbudowy po zniszczeniach wojennych. Wówczas potrzeby budowy nowych pieców, kilkakrotnie przewyższały ilość zdunów, którzy mogli je stawiać. Opracowana w Związku Radzieckim metoda pieców modułowych z betonu ogniotrwałego, okazała się niezwykle pomocna. Przeszkolony robotnik, mógł takie piece stawiać bez obaw, że brak wiedzy zduńskiej stworzy problemy związane z bezpieczeństwem. Salzburg wydaje się być ciekawą propozycją współcześnie, kiedy zdunów więcej umiera niż nowych przybywa, a modę na kumulację uzasadnia nie tylko skuteczny marketing ale rosnące ceny opału.
Na dwudniowym szkoleniu przedstawię wyniki testów jakie przeprowadziłem w związku z „modą na kumulację”. Testy dotyczyły wkładów kominkowych, powszechnie uznanych za nie nadające się do tych celów. Pobawiłem się kilka miesięcy z Pamą. Mam też przećwiczony jeden z modeli Kratek pl. Wkładów, czy jak kto woli – palenisk piecowych nie zabraknie na szkoleniu. Trochę tego zgromadziłem w Łaziskach i mimo że niektóre myszką już trącą, jest na co popatrzeć. Romotop, Brunner, Olsberg, Spartherm, Leda, Kobok to ci bardziej znani producenci nie bojący się palić w swoich wkładach. Dla miłośników szamotu, szeroka gama palenisk z tego materiału. Różne, „kwadratowe i podłużne”, ale łukowe się też trafi..
Kleje Sopro do prac zduńskich. To chyba też nowość. Darco ze swoimi jakże przydatnymi w pracach kominkowych pomysłami, ale i szerszą ofertą. Tatarek ze sterownikiem w nowej odsłonie graficznej i rozszerzonym programem sterującym procesem spalania. Promat z niespodziankami w dziedzinie izolacji. Izolacja się przyda, bo dymu i ognia na moich szkoleniach nie brakuje.
Nie zbraknie takich potentatów jak Cebud, Brula, Rath, PCO, w dziedzinie materiałów do budowy kominków ceramicznych, z kumulacją i odzyskiem ciepła ze spalin. Pojawią się też nowi gracze, tacy jak Presto czy… a niech będzie jakaś niespodzianka. Niespodzianką będzie też próba przybliżenia sposobu budowy pieca chlebowego tanią, prymitywną metodą naszych pradziadów. Sam jestem ciekaw czy się uda. Budowa kuchni kaflowej tradycyjną metodą, to dawno zapowiadana atrakcja. Do budowy wykorzystamy kafle z kaflarni Kaufman, drzwiczki i osprzęt z Finlandii (Pisla). Nie zabraknie jednak polskiego przedstawiciela w tej dyscyplinie. Osprzętu Pana Muszkieta z firmy Metal Technik przedstawiać chyba nie muszę.
Kafle oczywiście nie tylko Jasby i Kaufmana. Kafel Art i Kafel Kar to stali goście moich szkoleń. Manufaktura Nakomiady, z rzadka ze względu na swa specyfikę, ale też obecność obowiązkowa! Będzie jak zwykle. Sporo marketingowych ekscesów, ale w szerokim spektrum, bez „jedynie słusznego” zadęcia. Socjotechniki obiecuję unikać, ale cóż, takie czasy. Możecie być jednak pewni, że uczciwości będzie do syta. Co wiem, to pozwolę z siebie wyciągnąć, a trochę już wiem i ciągle się uczę…
Jak się z tym piecem chlebowym powiedzie, to może coś upitrasimy ?
Ramowy program bez wdawania się w szczegóły – na mojej stronie www.
.
Nie wiem jak zatytułować…
Wczoraj zatęskniłem za komuną. Taką głęboką, czerwoną, w której sekretarz partii koordynował wszystko i wszystkich. A jak coś poszło nie tak, wzywał winnych na dywanik. Potem kierował na odpowiedzialne stanowisko w odległym pegeerze albo udzielał takiej reprymendy, że przy następnej okazji, pokusa samodzielnych poczynań nikomu nawet do głowy by nie przyszła. O co mi biega? A o to, że narobiłem się jak głupi przy okazji targów, a efekty pewnych działań były mizerne. O występy artystyczne mi chodzi. Ktoś tu dał ciała i pewnie będzie teraz ping pong na całego, kiedy spytam dlaczego? Przed targami napisałem: "jaka branża, takie targi". Pokręcony biznesowo kociołek producentów, importerów i wykonawców, reprezentuje stuosobowa grupa ludzi, którzy nie mają ochoty się dogadać. Sto osób! Jak na czterdziestomilionowy naród, reprezentacja mniej niż skromna. Zresztą chyba nie o tej reprezentacji chciałem gadać, bo mimo pięciu zmarnowanych lat przez kolejne "ekipy władzy" OSKP, ostatni zarząd ma chęć do pracy nie tylko w organizacji wycieczek zagranicznych i hucznych popijaw. Problem to coraz bardziej ambitni wydawcy gazet kominkowych, którzy wskutek niedołężności, czy lenistwa poprzednich władz stowarzyszenia, zaczęli realizować zadania, które powinny być rozpoczęte dawno temu.
Przy prawie zerowym zaangażowaniu w prace społeczne, działanie na dwóch frontach nic nie da. Ostatni raz dałem się wkręcić w taką kabałę. Ja w jednym miejscu próbuję zachęcić do słuchania wykładów o kominkach z płaszczem wodnym, a w drugim miejscu mój kolega prowadzi wykład o zagrożeniach pożarowych. Po pierwsze – nie kocham wody , po drugie, od lat temat p.poż. to mój konik i chętnie posłuchałbym ciekawego wykładu. Paradoks to fakt, że nawet nie wiedziałem o konferencji odbywającej się w innym budynku. Niewielu mamy ambitnych działaczy w branży. Na palcach policzyć można tych, którzy chcą coś zrobić. I nie ważne jest, że każdy kręci przy tej okazji jakieś tam swoje lody. To co robią, promuje nasze zajęcie i tak ma być. Nie trwońmy jednak tej szczątkowej aktywności na sztuczne podziały , bo w kupie siła.
Wiem, że Kralka zaraz powie "chciałem , ale nie mogłem", a Marciniak: "mogłem, ale nie wypadało". Koledzy! Do dupy wyszło i już. Przynajmniej ja tak czuję. Dwa tygodnie przed, tydzień po i cztery dni trwania targów, to czas wykreślony z mojego życiorysu. Nie skarżę się, bo mnie to kręci. Nie chciałbym jednak, by w przyszłości moja energia rozmywała się, bo nie umiecie wspólnie działać. Czas przyjąć do wiadomości, że są dwie gazety. Konkurujcie ze sobą, proszę bardzo. Będzie ładniej i ciekawiej. Proszę was jednak, byście raz na dwa lata, spróbowali coś zrobić wspólnie, bo targi kominkowe, to miało być nasze święto. A w święta ludzie się jednoczą….
Samo "święto" jak najbardziej pozytywnie. I chyba nie jest to tylko moje odczucie. Zwiedzających mogłoby być więcej, ceny mogłyby być niższe, pogoda lepsza… Pomarudzić dobra rzecz. Nie zmieni to jednak wiele. Druga edycja profesjonalnych targów odbyła się bez większych zgrzytów, mimo kryzysu i nieobecności dotychczasowych głównych wystawców.
.
ŚWIĘTA BYWAJĄ RÓŻNE…
Kolejne święta za nami…
W lodówce zrobiło się luźniej, ze spiżarni poznikały smakołyki. Wkrótce kolejne święto, tym razem "kominkowe". Czy jest to dla kogoś ważne święto, zależy głównie od wiary … Nie wiem czy w Pana Boga, za to w mamonę z pewnością.
Jest jeszcze parę osób, które wierzą, że grządki, które się uprawia należy pielęgnować. Żarty żartami, ale faktem stały się nasze własne targi kominkowe. Daleko im do okrzyczanych europejskich imprez, natomiast nie od razu Wels zbudowano.
Zresztą, jaka branża – takie targi. Dzięki miejscu, w którym udało się je zorganizować, nie jest źle. Profesjonalna obsługa MTP pozwala wyzbyć się kompleksów. Nawet wyciągi kominowe są, więc kto chce podgrzać atmosferę targowych rozmów, ma taką możliwość. Dla mnie targi to kwintesencja działań promujących nasz zawód. Od lat robię to na różne sposoby. W Poznaniu podsumowuję kolejne, dwuletnie wysiłki. Akcja zainicjowana na pierwszej imprezie przed dwoma laty spodobała się Organizatorom targów, więc w tym roku mam pozwolenie na więcej… .
Pod hasłem " Lepta, co chceta" zamierzam pokazać, co w trawie piszczy.
Niekoniecznie o przekrój polskiego czy światowego zduństwa mi chodzi. Zamierzam oswajać odwiedzających z wracającymi do łask technikami zduńskimi. I nie będą to tylko działania w oparciu o nowe materiały, kojarzące się z tzw. zduństwem nowoczesnym. Gliną też trochę pochlapiemy, starą dziadkową metodą zbudujemy angielkę z kafli Kauffmana. Podobnie poczynać będziemy ze słynnym Thermocaustem, choć klajster jakiego Rafał zaleca używać, do tradycyjnych zaliczyć trudno. Będzie Cebud, będzie Rath, bo bez nich zabawa mogłaby się nie udać. Lidka i Rafał pokażą kafle, dzięki którym zaprezentujemy efekty nowoczesnej panelizacji. Jak to się robi na żywo, będzie można obserwować dzięki kaflom dostarczonym przez Mattiasa Kauffmana. Salzburg – piec kumulacyjny z Trzcianki, ciekawostki Bruli, kanały spalinowe z Presto, to kolejni moi goście. A może jeszcze jakieś niespodzianki?
Zresztą…oceńcie sami, serdecznie zapraszam.
.
KOMINEK / PIEC KAFLOWY – BUŁKA Z MASŁEM
Taka sobie opowiastka, bez zdjęć tym razem…Był sobie klient, któremu wymarzył się piec kaflowy. Postanowił swe marzenie zrealizować. Dodam, że współudział w tym marzeniu, miała cała rodzina. Biegli w internecie, szybko znaleźli stosowną stronkę, na której zdun zachwalał swe usługi. Kafli też długo nie szukali, bo nie tylko kształty czy kolory można było wybrać. Ceny też jak wół stały i można było szybko kalkulację zrobić. Jak się o zamiarach piecowych dalsza rodzina "zwiedziała", zaraz ktoś namiary na znajomka ściągnął (oczywiście z netu), który też miał znajomego, co to mógł wkład tanio "ściągnąć". Zdun przyjechał, ale był za drogi. Szybko drugi się pojawił. Internet to magia… Dogadali się, wziął
zaliczkę. Nie duża była ta zaliczka. Całe szczęście, bo już jej nie zobaczą…
Ciągle chcąc marzenie swe realizować, trzeciego zduna w necie wyszukali i ten im piec postawił. Krzywo, ale postawił. Gliną lepił, jak na prawdziwego zduna przystało. Tylko kafli nie moczył…ale co tam, szybko zrobił. Zresztą kto tam teraz kafle moczy?!
To, że zdun piec krzywo postawił, nie od razu bohatera mojej opowiastki zabolało. Krzywizny pieca przysłonił inny problem. Kafle też krzywe były! Niewiele, ale przyznać muszę, kilka takich było, że na gruz od razu bym je rzucił. Mogłem to zobaczyć, bo mnie poproszono, bym rozwiązał problem. Zduna już nie było. Szybko jakoś się spakował. W piecu nie pozwolił palić(świeży). Wieczór był głęboki, gdy zapłatę (niewielką) odbierał, a krzywizny rano wyszły. Ciężko było ze zdunem o krzywiznach pieca gadać, bo komórkę miał felerną. Łatwiej z kaflarnią o krzywych kaflach dialog się udawał, bo telefon miała sprawny. Klient chciał te kafle powymieniać, takie jego prawo. Kaflarnia chętnie na to poszła. Dialog utknął, gdy kaflarnia odmówiła wymiany kafli w piecu, na swój koszt. Kafle owszem – robota nie. Zdun komórkę miał felerną w dalszym ciągu, więc po kilku spektakularnych zakończeniach rozmów telefonicznych między klientem i kaflarnią – zapanowała złowroga cisza.
Blisko mnie to wszystko miało miejsce. Zdun okazał się …synem zduna. Wkład okazał się raczej nie do pieca. Kafle…jak to kafle. Krzywe bywają. Jak za bardzo, trzeba żądać prostych. Ale nie jak piec gotowy! Najgorsze w tym jest to, że klient najpierw na mnie też pokrzyczał, a potem jak mu wyjaśniłem na czym błąd polegał, poprosił mnie o postawienie nowego pieca. Tak to jest
jak się paluchy między drzwi pakuje…
Opowiastka powinna mieć morał. Nie wiem czy dorosłem już na tyle, by móc je prawić. W kościach czuję, że jeśli nie już, to pewnie wkrótce będzie to
uzasadnione. Przynajmniej spróbuję powiedzieć tym z was, dla których wujek Google wydaje się być pomocny w każdej sytuacji, że jednak niekoniecznie. Pojawiła się spora grupa ludzi, którzy odcięci od internetu, nie poradzą sobie w życiu. I niekoniecznie mam na myśli tych, którzy od netu są po trosze uzależnieni. Sam chętnie z niego korzystam, rodzina mówi nawet, że to patologia w moim wieku. Nie można jednak tego dobrodziejstwa traktować jako jedynego słusznego przewodnika, nie można ufać bezkrytycznie temu co tu jest powypisywane. Są dziedziny, które nawet powszechnie obecne w necie, wymagają trzeźwego, rozumnego ogarnięcia, z wtyczką wyciągniętą z gniazdka.
Najcenniejsza prawda to ta, której nie można wygooglać…
,
POLSKIE …CZY JUŻ CZAS ?
Z uwaga obserwuję poczynania polskich producentów wkładów kominkowych. Nie jestem
z pewnością osamotniony w tym "kibicowaniu", no bo dlaczego nie mielibyśmy tego robić? Jesteśmy
głodni sukcesów jak każdy, a wyroby kominkowe MADE IN POLAND nie skłaniają nas do zachwytu.
Witek H. jeszcze niedawno pisał o zalewającym nas potoku badziewia i moje zdanie w tej kwestii było
podobne. Czy coś się zmienia? Czy producenci dostrzegają potrzebę zmian jakości i wyglądu swoich
wyrobów, które dotychczas "schodziły jak ciepłe bułeczki", byleby były tanie?
Postanowiłem sprawdzić czy coś się zmieniło. Upatrzyłem sobie dwóch krajowych producentów
(na razie). Mało znany producent z Pomorza – PAMA i firma, której nie muszę przedstawiać – Kratki
pl. W zasadzie nie o firmy mi chodziło, lecz o dwa modele wkładów wyprodukowanych bardzo
solidnie, jak mi się wydaje, jednocześnie wychodząc z założenia, że mają to być produkty bardzo
tanie.
Pomijając kwestię inspiracji
, która posłużyła do stworzenia DIABLO (Pama) i BASI (Kratki pl),
są to wkłady bardzo tanie, zważywszy na ich konstrukcję i możliwości. Możliwości te postanowiłem
sprawdzić, namawiając obu producentów, by dostarczyli mi swe wyroby i pozwolili w nich napalić.
Nie wiem, czy byli świadomi co czeka te urządzenia, gdy wpadną w moje łapy, nie mniej "słowo się
rzekło, kobyłka u płotu"…
BASIĘ odpaliłem wczoraj, tak jak to robi większość klientów, niezgodnie z instrukcją. Po próbnym
sprawdzeniu o co chodzi (małą ilością drewna bukowego), dołożyłem do wiwatu drewnem nie
zalecanym przez producenta – sosną. I co? I nic jak na razie. Szyba czyściutka, wykładziny jak nowe,
mimo że główny dopływ powietrza i szyber zamknąłem po dziesięciu minutach palenia.
(kliknij na zdjęcie, pojawi się opis – kliknij jeszcze raz, pojawi się powiększenie)
Wkład będzie dopiero męczony, więc ocenię go w stosownym czasie. Mam sporo do powiedzenia
na temat DIABLO. Palimy w nim od grudnia. Wersja nieszczelna, z rusztem, po wstępnych testach,
została sprzedana. Wersja szczelna, bez rusztowa, z deflektorem, po dwóch miesiącach ostrego
palenia, głównie w zestawie z kanałami kumulacyjnymi, wypadła bez niespodzianek. Pozytywne
efekty testu, skłoniły mnie do podjęcia próby zamknięcia wkładu w szczelnej obudowie z płyt
szamotowych. Test trwa, podjęliśmy próbę dopasowania programu sterowania procesu spalania
za pomocą sterownika (TATAREK). Po rozebraniu obudowy typu hypocaustum, zdam relację.
Cena Basi to niecałe 1630 zł netto, Pamy – niecałe 2440 zł netto
Wkładom tym brakuje pewnie kilku subtelności, łatwych do zauważenia w produktach zachodnich fabrykantów. Pytanie, czy szczegóły te dla przeciętnego, nie za bardzo wybrednego Polaka, warte są 2-3 krotnie wyższej ceny ?
.
Samouczek
W popularnym wydawnictwie budowlanym znalazłem samouczek, pokazujący jak krok po kroku wykonać montaż kominka. Zdziwiło mnie, że autor samouczka, prowadzący znaną i prestiżową firmę kominkową, propaguje materiały i sposoby budowy kominka, o których większość branżystów chciałaby zapomnieć. Pomijam kwestię, czy czytelnik amator, na zasadzie „zrób to sam” sprosta zadaniu wybudowania kominka w sposób trwały i bezpieczny.
Piece kaflowe też nie zawsze zduni stawiali, i nie zawsze takie poczynania kończyły się zaczadzeniem. Zastanawiam się jednak, czy popularyzacja w takim samouczku idei budowania kominków z gipsu i wełny, to nie jakiś żart. Mamy rok 2012, wydawało mi się, że wełna skompromitowała się w kominku jeszcze pod koniec ubiegłego millenium. Trwały i trwają nadal poszukiwania materiałów izolacyjnych, które w kontakcie z wysoką temperaturą, towarzyszącą eksploatacji wkładu kominkowego, nie byłyby tak kontrowersyjne. Powszechnie uważa się, że w dobrze zbudowanym kominku z wkładem wymagającym przewietrzania, temperatura nie powinna przekraczać 200°C. Mam na myśli warunki panujące we wnętrzu obudowy, a nie temperaturę powietrza wydostającego się z kratek. Idę o zakład, że 70% kominków budowanych w Polsce uzyskuje we wnętrzu obudowy znacznie więcej. Ale jeśli nawet weźmiemy pod uwagę kominek wybudowany zgodnie z instrukcjami (instrukcjami budowania kominków z wełny), są takie miejsca, gdzie wartości te znacznie przekraczają oczekiwania. Za tylną ścianą wkładu kominkowego i w pobliżu rury dymowej dochodzi często do kontaktu wełny z temperaturą znacznie przekraczającą owe 200°C.
Jeden z najpopularniejszych producentów wełny mineralnej w swoich dokumentach podaje takie, oto informacje:
1. W INSTRUKCJI BEZPIECZNEGO STOSOWANIA wełny, w punkcie 10, jest
następująca informacja dotycząca stabilności i reaktywności : "lepiszcze ulega
rozkładowi w około 200 °C".
Kawałek dalej w tym samym punkcie dokumentu,o produktach tego rozpadu:
"Mogą wytwarzać się niebezpieczne gazy . Należy zapewnić odpowiednią wentylację.
„Czas uwalniania gazów zależy od grubości izolacji, składu lepiszcza oraz zastosowanej temperatury"
2. W 2011 r pojawił się atest higieniczny, w którym jest informacja o konieczności
odizolowania pomieszczeń w których przebywają ludzie od zastosowanego materiału
jakim jest wełna.
Nowy atest higieniczny zmusza nas do zadania sobie pytania, czy cienka folia aluminiowa, jaką użytkownik kominka jest odgrodzony od wełny mineralnej, jest taka izolacją, o jakiej myślał twórca atestu? Optymistycznie zakładam oczywiście, że ta delikatna powłoka jest wszędzie w 100% szczelna. Świadomie ominąłem w dzisiejszej wypowiedzi kwestię rakotwórczych włókien, z jakich zbudowana jest wełna.
Czy warto budować kominki z materiałów na pograniczu wytrzymałości termicznej? Czy poszukiwać materiałów, które nie budzą cienia wątpliwości? Czy takim materiałem jest płyta krzemianowo-wapniowa? Czy wermikulit dałoby się kupić za przyzwoite pieniądze? Sporo tych pytań….
PODWÓJNA SZYBA, SZYBA Z PIROLIZĄ
W zeszłym tygodniu odwiedziłem dom, w którym nie instalowałem kominka, ale poproszono
mnie o pomoc w rozwiązaniu problemu. Problem to niezgodne z oczekiwaniami działanie
kominka. Kominek wybudowano tak jak większość w naszym kraju. Wkład podłączony rurą
1,5 metrową do komina, obudowa z kratkami na dole i u góry, o dziwo w ilości wystarczającej
na prawidłowe funkcjonowanie całości i zgodnej z zaleceniami producenta wkładu.
Na czym ów problem polegał? Otóż posiadacz kominka nie umiał z niego korzystać w sposób
racjonalny. Zwykły żeliwny wkład, bez dodatkowego odzysku ciepła, nie jest urządzeniem które w
czasach mody na akumulację i różnorakie odzyski ciepła ze spalin, należy bezwzględnie wymienić.
Można nim grzać, nawet dość racjonalnie, ale w taki sposób, do jakiego został stworzony. Sporo
osób z olbrzymiej, zdecydowanie większościowej grupy posiadaczy żeliwnych wkładów i piecyków,
pali w nich na zasadzie : mały płomień – mało ciepła, duży płomień – dużo ciepła. Nie twierdzę, że z
dużego płomienia nie ma wysokiej temperatury. Jest, ale nie tam gdzie powinna. Sporo jej ucieka
kominem. Szczególnie, że w celu uzyskania dużego płomienia, trzeba dostarczyć dużo powietrza.
Dużo powietrza, jak wejdzie do wkładu, musi z niego wyjść. Wychodzi oczywiście kominem,
zabierając ze sobą energię cieplną. Tak w swoim kominku palił pan, który zaprosił mnie do siebie.
Efekt takiego sposobu palenia był mizerny. W miejscu gdzie stał kominek, ilość ciepła wydostajaca
się z wkładu była ogromna. Pomieszczenie było przegrzewane energią promieniującą z szyby.
Natomiast efekt grzewczy oczekiwany z kratek a szczególnie z DGP, mizerny…
Próby poprawy sytuacji zaczęły się jednak nie od mojej wizyty, tylko od wymiany szyby na
pirolityczną. Instalator kominka bez wahania podjął decyzję, że problem należy rozwiązać przy
pomocy podwójnej szyby lub szyby pokrytej tlenkami, co w znacznym stopniu ograniczy emisję
ciepła ta drogą. Logiczne to rozumowanie, niestety nie spowodowało poprawy sytuacji. Teraz
zimno zrobiło się również w salonie, a przerażony inwestor zauważył, że jeszcze intensywniejsze
palenie, powoduje jedynie znikanie opału w błyskawicznym tempie. "Pan Kominkowy" niestety
nie był osobą doświadczona w branży, i zamiast nauczyć się obsługiwać to czym handluje ( a potem
swoich klientów ), powiększył tylko swój zysk na kominku. Nasłuchał się o nowościach w branży,
ale jak później udało mi się stwierdzić, nie należał do tych dociekliwych i głodnych wiedzy
rzemieślników. Szkolenia jak stwierdził, nie są mu do niczego potrzebne, brak mu na nie czasu
i szkoda pieniędzy. Czytanie o kominkach to też był dla niego sport ekstremalny…
Szyby już nie wymienialiśmy, bo przypadkowo trafił z lekarstwem. Pacjentowi należało jednak
przepisać jeszcze dodatkowe zabiegi, wtedy lekarstwo przyniosło by korzyść, a leczenie skutek.
Te zabiegi to nauka palenia. Nauczyłem obu choć ten który będzie później za to kasował, był
bardziej oporny. Poświęciłem na to dwa wieczory, bo po pierwszym nie byli zbyt przekonani.
Teraz w tym kominku palenie to rzadkość . Tylko na początku i po dołożeniu świeżej porcji opału.
Potem dopływ powietrza zmniejszany jest drastycznie, a kłody żarząc się, oddają ciepło nie do
komina, lecz ściankom wkładu, a ten przez konwekcję przekazuje to dalej, dalej, nawet do innych
pomieszczeń, dzięki nieźle wykonanemu rozprowadzeniu kanałami grawitacyjnymi. Rozżarzone
grube kłody, potrafią "trzymać" tak zakumulowane ciepło przez kilka godzin.
Wszystko skończyło się dobrze, a nawet jeszcze lepiej ! Bo Pan Kominkowy być może złapał
bakcyla, który pomoże mu rozwinąć skrzydła w branży i kasować pieniądze w bardziej przemyślany
sposób. Niedługo będę mógł się o tym przekonać, pod warunkiem, że spotkam go gdzieś w świecie
na którymś ze szkoleń, których do tej pory namiętnie unikał.
BEZ POWIETRZA NIE MA ŻYCIA…
Jakie jest zapotrzebowanie na powietrze do spalania w kominku ?
Są pewnie tacy jego użytkownicy, którzy nie zauważają, że trzeba je dostarczyć.
Na szczęście należą do rzadkości. ROZPORZĄDZENIE MINISTRA INFRASTRUKTURY
z dnia 12 kwietnia 2002 r , określa tą ilość na: "co najmniej 10 m3/h na 1 kW nominalnej
mocy cieplnej kominka – dla kominków o obudowie zamkniętej, lub ilość zapewniającą
nie mniejszą prędkość przepływu powietrza w otworze komory spalania niż 0,2 m/s – dla
kominków o obudowie otwartej". Jest tez inna teoria, często powielana przez autorów
różnych instrukcji obsługi, że do spalenia 1kg drewna potrzeba 10 m3 powietrza.
Pojawia się przy okazji informacja, że by uzyskać 1 kW trzeba spalić 1 kg drewna.
Bardzo nieprecyzyjne uproszczenie, ale na blogu chyba można ?
Do podjęcia tego tematu sprowokowała mnie lektura jednego z forów, na którym zrobiło
się niezłe zamieszanie z tymi ilościami powietrza doprowadzanymi, przelatującymi
przez palenisko w tę czy w inna stronę. Wybaczcie kochani, ale te cyferki nie robią na
mnie wrażenia. Tak jak nie robi na mnie wrażenia fantastyczny sprzęt
mierzący-wyświetlający. Dość dawno temu zarzuciłem praktykę szpanowania miernikiem
podciśnienia podczas oględzin komina u klienta. Oczywiście "młody" może się podeprzeć
tym czy innym gadżetem, pod warunkiem , że wie o co chodzi w "te klocki". Bo jak nie wie
to i tak spieprzy w innym miejscu. Ja od lat dokonuję dokładnych oględzin komina i
miejsca późniejszego montażu. Wchodzę na dach, przeciskam moje prawie
sześćdziesięcioletnie kości przez fatalnie wykonane włazy kominiarskie. Sprawdzam
głównie pod kątem p.poż. Oględziny takie pozwalają mi później "na wyczucie" określić
przydatność instalacji nawiewnej i odprowadzającej dym, do danej realizacji. Nie ufam
przygodnym budowlańcom, nie ufam też przygodnym kominiarzom których nie znam.
Nie ma chyba większych wątpliwości, że te 10 m3 powietrza do spalenia 1 kg drewna
to w miarę właściwe wyliczenia. Nie dociekałbym, czy ta ilość przewiduje konieczny
kilkunastoprocentowy nadmiar . Pasuje mi to do moich doświadczeń z rurą
doprowadzającą powietrze do spalania, zazwyczaj fi 110. Taka rura dostarcza, w ciągu
godziny ok 80 m3 powietrza. Intensywniejsze palenie wymaga większej dawki
powietrza. Ponieważ rośnie wówczas temperatura w palenisku, wzrasta również ciąg
kominowy. Większy ciąg, to większe ssanie z rury dostarczającej powietrze. Wzrasta
szybkość przepływu , czyli rośnie ilość powietrza dostarczanego do spalania.
Na koniec mały instruktarz dla jednego z forumowiczów, jak mniemam, nie tylko.
Toomyem ! Nie musisz palić cały czas na otwartym maksymalnie dolocie powietrza.
Po 15 minutach , możesz przymknąć przepustnicę. Ile? To zależy od indywidualnych
cech Twojego wkładu i instalacji nawiewno-kominowej. Jak sprawdzić czy może
to być 30 %, czy 50 % otwarcia przepustnicy ? Najłatwiej próbować, nie bojąc się
błędu. Papierkiem lakmusowym niech bedzie czystość szyby. Dobre wkłady ( a taki
masz), są tak skonstruowane, że jeśli zbyt mocno przymkniesz dolot powietrza do
spalania, spowoduje to zabrudzenie szyby. Jest to jednocześnie sygnał, że w palenisku
odbywa się niewłaściwe spalanie. Po kilkunastu, kilkudziesieciu paleniach, nauczysz
sie palić tak , by nie brudzić szyby. Będzie to świadectwo, że dostarczyłeś odpowiednią
ilość powietrza drewnu zgromadzonemu w kominku.
CZY MOŻNA PALIC DO GÓRY NOGAMI ?
Można ! Tylko po co ? Ci, którzy robią tak od lat, pewnie już by nie zmienili tego sposobu
na inny, bez względu na przyczynę dla której zaczęli tak palić. Zaczęło się pewnie od kłopotów z
rozpalaniem w piecu, w którym ktoś natchniony nowa modą , zrobił sobie zbyt duże drzwiczki.
Zapewne z szybą. Ale to tylko domysły. Pieco kominek wyposażony w kanały dymne,
nie mając tak zwanego skrótu rozpałowego do komina, dymi czasem przy inicjacji ognia.
Takie kłopoty miewają też posiadacze kominków źle podłączonych, z dużymi lub wysokimi
drzwiami. Dymienie przy rozpalaniu to częsty przypadek palaczy "od święta". Zimny komin
nie ciągnie, a często wręcz ciągnie w nim w drugą stronę.
Spróbujcie kiedyś napalić odwrotnie niż zwykle. Grube na spód, następnie cieńsze, trochę
drobniej porąbane kawałki. Na to połóżcie podpałkę . Ale też w odwrotnej kolejności. Grubsze
patyczki najpierw, drobiazg na górę. I wtedy dopiero podpalić, koniecznie od góry. Tak jak zawsze,
tym samym sposobem co zwykle, ale już bez grzebania, bez dokładania, bo i miejsca już brak, skoro
piec czy też wkład kominkowy pełen . Zdjęcia pokazują różne "okazje" palenia od góry w moim
domowym kominku z płaszczem wodnym (kolejne kliknięcia – obrazki rosną). Ilość opału zależna była
od temperatury na zewnątrz
Co osiągamy tak paląc. Na pewno minimalizujemy dymienie, a w 99% przypadków eliminujemy
je bezpowrotnie. Zimny, długo nieużywany komin, to owe 1%. Podpalone, drzwiczki zamknięte,
nie ma ich po co otwierać, bo dołożone od razu. Rozpala się trochę wolniej ale ściany czyste wokół
kratek, warte są chwili cierpliwości. Większość odymionych wylotów powietrza z kominka,
bierze się z nieumiejętnej obsługi przy rozpalaniu, z konieczności dołożenia drewna, gdy komin
jeszcze "nie chwycił '. Niejeden zbyt wąski czy zbyt krótki komin, będący powodem rozpaczy
posiadacza kominka, od dzisiaj, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, przestanie was
denerwować. Tak, to jest możliwe! Trzeba tylko uwierzyć i spróbować…
Pewnie mniej ważny dla wielu, jest aspekt ekologiczny, takiej praktyki. Paląc od dołu, zmuszamy
do zajęcia ogniem całą porcję drewna powyżej. Dymi jak diabli, prawda ? Przyczyna tkwi w zbyt
niskiej temperaturze, jaką daje wątły z początku ogieniek , próbujący pokonać zbyt dużą dla niego
ilość opału. Płomień od góry, posiada zawsze temperaturę adekwatną do porcji drewna, którą
w danej chwili trawi.
WŚRÓD PRZYJACIÓŁ
Dziś szczególny dzień . Dla mnie na pewno, czy dla kominki.org ? Pożyjemy zobaczymy…
Dziś postanowiliśmy połączyć siły. Mój zagubiony gdzieś w Polsce Blog i tętniący już z
lekka życiem portal kominkowy. Trochę tu jak w rodzinie. Bo Weronika i Jagoda to
"zatwardziałe" blogerki -już od jakiegoś czasu wnoszące sporo do naszego codziennego,
kominkowego życia. Witek to pasjonat kominków "pełną gębą". Zresztą, każdy, kto tu zagląda,
nie ma chyba złych zamiarów ? Byłoby to bardzo dziwne, nieprawdaż ?












