Archiwum Styczeń 2014

PIECOKOMINEK CZĘŚĆ III

.

 

      Sposób budowy piecokominka umożliwia przewietrzanie jego wnętrza. Oprócz zalet przedłużających trwałość takiego pieca (o czym pisałem w poprzednich odcinkach) i możliwości współpracy z systemem DGP, pozwala to manipulować bezwładnością nie tylko za pomocą wielkości wsadu. Ciepłotę czy zdolności grzewcze tradycyjnego pieca reguluje się ilością spalonego jednorazowo opału. Piecokominek ma dodatkowy regulator. Otwory do wietrzenia można na przemian otwierać i zamykać. Z zamkniętymi „wietrznikami” grzeje dłużej i bardziej równomiernie. Równie dobrze można ich nie robić wcale. Można też „bawić” się grubością ścian ceramicznych paleniska, lub zamienić ceramikę wkładu piecowego na stal lub żeliwo. W ten sposób produkcja ciepłego powietrza nie będzie dziełem przypadku, tylko wynikiem potrzeb użytkownika i zdolności konstruktora. Są też piecokominki „kombi”, które mimo stale otwartych otworów wentylacyjnych, mają stałą bezwładność i trzymają ciepło bardzo długo. Ich palenisko musi mieć grube ściany z ceramiki, lub powinno być izolowane z zewnątrz. Zastosowanie z kolei żelaza i cienkich okładzin ceramicznych w konstrukcji paleniska, pozwoli na szybką produkcje ciepłego powietrza. Druga zaś część składowa piecokominka – masa kumulacyjna, spełni swoje zadanie po spaleniu opału i wstępnym szybkim ogrzaniu pomieszczeń powietrzem. Zgromadzona energia uwalniana będzie z niej w dłuższym czasie. Czas ten oczywiście też możemy planować i regulować grubością ścianek kanałów dymnych, ich długością, ciężarem właściwym i …oczywiście wielkością otworów wywiewnych pieca. Wiem, wiem…niewprawiony czytelnik ma dość.

 

      Od czterech lat prowadzę intensywne obserwacje kilku nowoczesnych piecokominków. Dwa sterowane automatycznie, dwa mają sterowanie manualne. Intensywność obserwacji polega na tym, że jak nie napalę, zmarznę. Są moim podstawowym źródłem ciepła. Zimą palimy w nich codziennie. Ogrzewają łącznie ponad 500 m2 w 3 budynkach. Dwa mieszkalne, jeden firmowy. Najwięcej informacji przydatnych czytelnikowi dostarcza piecokominek zbudowany w miejsce dawnego kominka. Kominek ten był jedynym źródłem ciepła w budynku mieszkalnym w którym mieszkałem 11 lat. Dom ok 80 m2, przeciętnie ocieplony. Kominek zużywał 6 – 7,5 m3 drewna, piec zużywa ok 3 m3 rocznie. To jedna zaleta, druga to obsługa. Dwa razy dziennie (rano i wieczorem) trzeba nałożyć i podpalić. Popiołu nie powinno się wybierać zbyt często, bo ten przechowuje żar. Zwykle robi się to co 2-4 tygodni. Od porannego żaru można odpalić drewno wieczorem. Wieczorne palenie kontynuujemy rano rozdmuchując żar z poprzedniego dnia. I tak w kółko. Wybranie popiołu do czysta przecina tą ciągłość. Żar zagrzebany w popiele trzyma dłużej. Nie wychodzi tak fajnie również wczesną jesienią i późną wiosną. W tym czasie praktykuje się palenie tylko na noc, co wymusza wysoka temperatura na zewnątrz. Żaru po takiej przerwie jest za mało do rozpalenia kolejnej porcji drewna.

 

Formy jakie może przybierać piecokominek w dokumentacji foto. Po kliknięciu na zdjęcie, pojawi się opis.

 

.

 

.

 

     

 

PIECOKOMINEK CZĘŚĆ II

 

 

.

      Piecokominek można zbudować na wiele sposobów i z bardzo rożnych materiałów. Które lepsze trudno dociec. Często bowiem jest tak, że ktoś zaczyna robić z czegoś, przyzwyczaja się, a potem broni swego. Tak jak w poprzedniej części sugerowałem, chciałbym by piecokominkiem nazywać nowoczesne urządzenie, którego nie ogranicza wygląd, posiada funkcję dawnego pieca i  nowomodnego kominka a drzwi zaopatrzone w szybę. Z punktu wiedzenia funkcji grzewczej, podobne konstrukcje budowano już dawniej. Wystarczy odwiedzić budynek ratusza w Velten, przy okazji odwiedzin tamtejszego Muzeum Pieców. W holu stoją dwa piece zbudowane na bazie wkładów z żelaza. Ich wnętrze jest przewietrzane, dzięki temu bardziej grzały powietrzem niż podczerwienią. Pozwalało to na zwiększenie ogrzewanej powierzchni. Piece tego typu mogły być inspiracją dla twórców nowoczesnych piecokominków typu KOMBI. Urządzenia ogniowe z Velteńskiego ratusza nie miały drzwiczek z szybą, więc zgodnie z wcześniejszą sugestią, nie zaliczam ich do piecokominków.

 

      Proponuję by do piecokominków nie zaliczać również konstrukcji które mnożą się wraz z rosnącą modą na tak zwane ciepłe kominki. Są to wkłady lub paleniska podłączone do komina bez jakichkolwiek elementów odzysku ciepła z dymu. Obudowuje się je płytami szamotowymi lub odlewanymi z betonu. Coraz częściej stosuje się jako zewnętrzną powłokę kafle, upodabniając budowlę wyglądem do pieca. To świetna alternatywa dla kominków z toksycznej wełny i płyt gipsowych, ale na miano pieca nie zasługuje. Przyjdzie nam pewnie zaakceptować nieszczęsną nazwę „ciepły kominek”. Jest tutaj uliczka dla doskonałych urządzeń typu wkład kominkowy w obudowie ceramicznej. Te zazwyczaj popularne w Skandynawii i Francji żeliwne wkłady, przy odpowiedniej kulturze wykonania i użytkowania, mogą pretendować do miana piecokominków, mimo braku elementów odzysku energii z dymu. Ta kultura to doskonała, trwała budowa wkładu i suche liściaste drewno niezbyt rozdrobnione, które spalamy na zasadzie żarzenia. Długo utrzymywany żar, spełnia podobną rolę jak ceramiczna masa kumulacyjna rozgrzana w krótkim czasie mocno rozdrobnionym drewnem dowolnego gatunku. Istotnym elementem tej kultury jest udzielenie instruktażu nabywcy. Bez tego zresztą nie da się prawidłowo korzystać z żadnego urządzenia. Ceramiczne piecokominki sa bardziej stabilne, ponieważ mają większą bezwładność.

 

      Piecokominek powinna wyróżniać konstrukcja. Bez względu na to z jakich materiałów powstanie, musi być przystosowany do zadań jakim przyjdzie mu sprostać. Musi umożliwić ogrzanie całego domu i być odporny na użytkownika który dopiero uczy się palić. Głównie mam na myśli gwałtowne zmiany temperatury i gotowość „maszyny” do natychmiastowej pracy po dłuższym przestoju. Pierwsze z tych zadań wynika z upodobnienia konstrukcji do kominka i budowy dwuelementowej (silnik i karoseria). Tym samym można taki piec połączyć z systemem DGP. Drugie zadanie umożliwiają nowoczesne kleje, sznury uszczelniające włókniny i tektury ogniotrwałe. Kleje pozwalają konstruować bardziej trwałe łączenia niż za pomocą gliny. Sznury i włókniny służą do dylatowania większych sklejanych lub odlewanych z betonu elementów. W myśl zasady: wszystko kiedyś pęknie w wysokiej temperaturze, umiejętne przewidywanie tego pękania, eliminuje dylatacja w tym miejscu. Dużą pomocą dla współczesnego zduna, są doświadczenia przemysłu, którego rozwój pod koniec XIX wieku, trwający do dziś, pozwala korzystać z osiągnięć inżynierów np. hutnictwa. Przemysł pozwolił na zainwestowanie nieporównywalnie większych środków na prace badawcze. Wiedzy tej nie da się oczywiście w prosty sposób przenieść na grunt zduństwa, choćby z powodu czasu jakiemu ma się oprzeć konstrukcja. W przemyśle są to zwykle jednorazowe wypały w bardzo wysokich temperaturach. Zduństwo pragnie jak najdłuższego okresu eksploatacji w warunkach dużo skromniejszej ciepłoty.

 

      Nowoczesnego zduństwa nie wymyślił z pewnością ktoś ortodoksyjnie przywiązany do tradycji. Musiał się otworzyć na zmiany otoczenia które wnikliwie obserwował. Jednocześnie nie odrzucał tego co stare i sprawdzone. Zaadoptowanie średniowiecznego hypokaustum w połączeniu ze stalą niemagnetyczną to tylko wierzchołek osiągnięć. Szczególną rolę powierzono elektronice. Bezprecedensowa jest możliwość oddania w „jej ręce” całego procesu spalania. Wiedza, kiedy zamknąć drzwiczki pieca była kiedyś bardzo powszechna. Obecnie mało kto rozumie problem przedwczesnego czy zbyt późnego zamknięcia drzwi (dopływu powietrza). Elektronika pozwala ograniczyć obsługę piecokominka do kilku minut. Wystarczy włożyć do paleniska porcję drewna lub brykietu z trocin, podpalić, uruchomić system i wyjść z domu. Nie na darmo pierwszy polski sterownik do piecokominka nazwałem „babcią”…Babcia wiedziała, że przedwczesne zakręcenie drzwi pieca węglowego groziło zaczadzeniem, a zbyt późne, jego przedwczesnym wychłodzeniem.

 

To jeszcze nie koniec…

 

 

.

…kliknij na zdjęcie, pojawi się opis….

.

 

 

PIECOKOMINEK

.

 

      Ostatnio piszę z rzadka. Brak czasu to jedna przyczyna. Druga to charakter mojej aktywności. Głównie piszę „technicznie”, a to temat który łatwo wyczerpać. Poza tym nie wiadomo czy ktoś to w ogóle czyta?!…

 

      CZĘŚĆ I

 

      Dziś o piecokominku. Nie ma takiego słowa w słowniku języka polskiego. Nie wiadomo więc jak powinniśmy pisać. Może tak: pieco-kominek, lub tak: pieco kominek?

 

      Wikipedia zawiera kilka informacji, które nawet nieźle, niestety dość skrótowo wyjaśniają problem.

Oto krótki fragment: „ Do największych zalet piecokominka zalicza się:

  • (1) prosty i stosunkowo szybki montaż z gotowych elementów prefabrykowanych,

  • (2) wzrost sprawności całego zespołu,

  • (3) zmniejszone zapotrzebowanie na paliwo w porównaniu do zwykłego kominka,

  • (4) wydłużenie czasu oddawania ciepła. „

Trochę skromnie i wybiórczo potraktowano w Wikipedii również problem samego pieca. Dlatego pozwolę sobie na kilka uwag.

 

      Próba sprowadzenia piecokominka do „prostego i szybkiego” (1) montażu kilku klocków i wkładu to spore uproszczenie. Moim zdaniem w określeniu „piecokominek” istotne jest tylko połączenie wyglądu obu konstrukcji. Piec może wyglądać jak kominek i odwrotnie. Funkcja natomiast powinna być pieca, ale dróg do osiągnięcia celu może być wiele i niekoniecznie prostych, wynikających z prefabrykacji. Sama idea prefabrykacji wzięła się z chęci zwiększenia ilości budowanych pieców. Budowa pieca metodą tradycyjną wymagała przygotowania zawodowego. Wykształcenie dobrego zduna wymagało sporo czasu i dobrego nauczyciela. Prefabrykacja, pozwala na budowę urządzeń wcześniej zaprojektowanych i wykonanych w fabryce, powtarzalnych i montowanych pod odpowiednim nadzorem lub w oparciu o instrukcje montażu. Do tego nie potrzeba zduna po 5 latach nauki, tylko bystrego robotnika po kilkudniowym przeszkoleniu, a do projektowania po półrocznym przyspieszonym kursie zduńskim. Odbudowa ZSRR po pożodze wojennej to przykład na rozwój prefabrykacji urządzeń ogniowych. Brak zdunów trzeba było w jakiś sposób rozwiązać. Współczesny rozwój produkcji elementów prefabrykowanych to głównie biznes, mający na celu osiągniecie wysokich wyników sprzedaży niekoniecznie zależnej od umiejętności, możliwości przerobowej i kaprysów zdunów.

      W punktach (2), (3), (4) zgoda, z tym, że trzeba to rozwinąć. Piecokominkiem proponuję nazywać konstrukcję w której wewnętrzna część robocza oddzielona jest przegrodą powietrzną od obudowy. Bez znaczenia jest czy przestrzeń ta będzie wietrzona czy nie. Przyjmijmy też założenie, że bez znaczenia jest, czy zamknięte we wnętrzu obudowy powietrze wprawimy w ruch czy tez nie. Taki sposób wykonania pieca, pozwala zrezygnować z tradycyjnych metod jego budowy, gdzie kafle stanowią konstrukcyjny (jednorodny) element paleniska i kanałów dymnych. Całość: cegły, dachówki i kafle, połączone gliną i klamrami z drutu, „pracują” podczas rozgrzewania i studzenia tradycyjnego pieca. Oprócz wiedzy potrzebnej do budowy pieca tradycyjnego trzeba dodać, że jest to konstrukcja słabo zharmonizowana ze współczesnym użytkownikiem. Nie tylko budowa, ale i palenie w takim piecu wymaga wiedzy i stosowania pewnych zasad. Piec gliniany jest elastyczny. Glina to nie klej. Służy jako wypełnienie, a trzymają klamerki z drutu. Taki piec powinien być umiejętnie rozgrzewany, i po rozgrzaniu utrzymywany w ciepłocie. Najlepiej od jesieni do wiosny. Tak też było gdy piec był jedynym źródłem ciepła. Do dziś tak jest wśród uboższej części społeczeństwa, głównie na wschodzie Europy. Można założyć, że tradycyjny piec miał jeden cykl grzewczy na rok. Bez względu na to czy hajcowano w nim ostro bo był siarczysty mróz, czy palono słabiej czy mocniej, piec taki był zawsze rozgrzany (rozszerzony) i przede wszystkim suchy. Dobra gospodyni wiedziała (bo dobry zdun jej powiedział), że piec jesienią trzeba najpierw wysuszyć i rozgrzać (najlepiej drobnym chrustem) , zanim zacznie się w nim naprawdę palić. Współczesny klient zamawia piec jako alternatywę dla swego systemu grzewczego typu kaloryfery, bardziej dla klimatu, z rzadka jako podstawę ogrzewania. Pali w nim kiedy chce i jak chce. Rzadko pamięta o przykazaniach które otrzymał w trakcie próbnego, wspólnego z budowniczym odpalenia. Takie odpalanie z rzadka też odbywa się jak należy. Głównie z powodu braku wiedzy połowy współczesnych „panów kominkowych”, lub braku czasu na takie „ceregiele”. Piec w takim domu stoi nieużywany, zimny i ma służyć jak tylko właściciel tego zapragnie. Ilość cykli, polegających na rozgrzaniu i całkowitym wystygnięciu, jest wielokrotnie większa niż to jest i było u ludzi posiadających taki piec nie z powodu zachcianki, czy dla tzw. klimatu. Zawilgocony piec musi wytrzymać natychmiastowe rozgrzanie do maksymalnych oczekiwań, co skutkuje jego przyspieszona destrukcją. Konieczne jest przestawianie takiego pieca nie co 20-30 lat, tylko co 5-10. Wszystko za sprawą ilości cykli, jakie tradycyjny piec jest w stanie wytrzymać. Po prostu starzeje się bardzo szybko.

      Zduństwo nowoczesne w zasadzie wyeliminowało ten problem. Przynajmniej w wielu wypadkach mocno go ograniczyło. Podział urządzenia na dwie części, dwa niezależnie od siebie „pracujące” elementy, pozwolił przystosować współczesny piec do nowych zadań. W środku „silnik” a na zewnątrz „karoseria”. Silnik niekoniecznie z „lepszych” materiałów, jak to próbują nam mówić producenci prefabrykowanych odlewów. Można go zbudować z tej samej, historycznie sprawdzonej, wypalanej cegły szamotowej, której używa zdun budujący piec gliniany, tradycyjny.

      Ale o tym w następnym odcinku, za parę dni…

 

      Na zdjęciach wnętrze pieca tradycyjnego. Ładnego, zieloniutkiego. Piec otrzyma drugie życie…

 

.

 

.