Archiwum Luty 2012

PODWÓJNA SZYBA, SZYBA Z PIROLIZĄ

   

 

         W zeszłym tygodniu odwiedziłem dom, w którym nie instalowałem kominka, ale poproszono

mnie o pomoc w rozwiązaniu problemu. Problem to niezgodne z oczekiwaniami działanie

kominka. Kominek wybudowano tak jak większość w naszym kraju. Wkład podłączony  rurą

1,5 metrową do komina, obudowa z kratkami na dole i u góry, o dziwo w ilości wystarczającej

na prawidłowe funkcjonowanie całości i zgodnej z zaleceniami producenta wkładu.

         Na czym ów problem polegał? Otóż posiadacz kominka nie umiał z niego korzystać w sposób

racjonalny. Zwykły żeliwny wkład, bez dodatkowego odzysku ciepła, nie jest urządzeniem które w

czasach mody na akumulację i różnorakie odzyski ciepła ze spalin, należy bezwzględnie wymienić.

Można nim grzać, nawet dość racjonalnie, ale w taki sposób, do jakiego został stworzony. Sporo

osób z olbrzymiej, zdecydowanie większościowej grupy posiadaczy żeliwnych wkładów i piecyków,

pali w nich na zasadzie : mały płomień – mało ciepła, duży płomień – dużo ciepła. Nie twierdzę, że z

dużego płomienia nie ma wysokiej temperatury. Jest, ale nie tam gdzie powinna. Sporo jej ucieka

kominem. Szczególnie, że w celu uzyskania dużego płomienia, trzeba dostarczyć dużo powietrza.

Dużo powietrza, jak wejdzie do wkładu, musi z niego wyjść. Wychodzi oczywiście kominem,

zabierając ze sobą energię cieplną. Tak w swoim kominku palił pan, który zaprosił mnie do siebie.

Efekt takiego sposobu palenia był mizerny. W miejscu gdzie stał kominek, ilość ciepła wydostajaca

się z wkładu była ogromna. Pomieszczenie było przegrzewane energią promieniującą z szyby.

Natomiast efekt grzewczy oczekiwany z kratek a szczególnie z DGP, mizerny…

 

        Próby poprawy sytuacji zaczęły się jednak nie od mojej wizyty, tylko od wymiany szyby na

pirolityczną. Instalator kominka bez wahania podjął decyzję, że problem należy rozwiązać przy

pomocy podwójnej szyby lub szyby pokrytej tlenkami, co w znacznym stopniu ograniczy emisję

ciepła ta drogą. Logiczne to rozumowanie, niestety nie spowodowało poprawy sytuacji. Teraz

zimno zrobiło się również w salonie, a przerażony inwestor zauważył, że jeszcze intensywniejsze

palenie, powoduje jedynie znikanie opału w błyskawicznym tempie. "Pan Kominkowy" niestety

nie był osobą doświadczona w branży, i zamiast nauczyć się obsługiwać to czym handluje ( a potem

swoich klientów ), powiększył tylko swój zysk na kominku.  Nasłuchał się o nowościach w branży,

ale jak później udało mi się stwierdzić, nie należał do tych dociekliwych i głodnych wiedzy

rzemieślników. Szkolenia jak stwierdził, nie są mu do niczego potrzebne, brak mu na nie czasu

i szkoda pieniędzy. Czytanie o kominkach to też był dla niego sport ekstremalny…

 

        Szyby już nie wymienialiśmy, bo przypadkowo trafił z lekarstwem. Pacjentowi należało jednak

przepisać jeszcze dodatkowe zabiegi, wtedy lekarstwo przyniosło  by korzyść, a leczenie skutek.

Te zabiegi to nauka palenia. Nauczyłem obu choć ten który będzie później za to kasował, był

bardziej oporny. Poświęciłem na to dwa wieczory, bo po pierwszym nie byli zbyt przekonani.

Teraz w tym kominku palenie to rzadkość . Tylko na początku i po dołożeniu świeżej porcji opału.

Potem dopływ powietrza zmniejszany jest drastycznie, a kłody żarząc się, oddają ciepło nie do

komina, lecz ściankom wkładu, a ten przez konwekcję przekazuje to dalej, dalej, nawet do innych

pomieszczeń, dzięki nieźle wykonanemu rozprowadzeniu kanałami grawitacyjnymi.  Rozżarzone 

grube kłody, potrafią "trzymać" tak zakumulowane ciepło przez kilka godzin. 

 

 

        Wszystko skończyło się dobrze, a nawet jeszcze lepiej ! Bo Pan Kominkowy być może złapał

bakcyla, który pomoże mu rozwinąć skrzydła w branży i kasować pieniądze w bardziej przemyślany

sposób. Niedługo będę mógł się o tym przekonać, pod warunkiem, że spotkam go gdzieś w świecie

na którymś ze szkoleń, których do tej pory namiętnie unikał.

BEZ POWIETRZA NIE MA ŻYCIA…

 

 

 Jakie jest zapotrzebowanie na powietrze do spalania w kominku ?
 
Są pewnie tacy jego użytkownicy, którzy nie zauważają, że trzeba je dostarczyć.
Na szczęście należą do rzadkości. ROZPORZĄDZENIE MINISTRA INFRASTRUKTURY
z dnia 12 kwietnia 2002 r , określa tą ilość na:  "co najmniej 10 m3/h na 1 kW nominalnej
mocy cieplnej kominka – dla kominków o obudowie zamkniętej, lub ilość zapewniającą
nie mniejszą prędkość przepływu powietrza w otworze komory spalania niż 0,2 m/s – dla
kominków o obudowie otwartej". Jest tez inna teoria, często powielana przez autorów
różnych instrukcji obsługi, że do spalenia 1kg drewna potrzeba 10 m3 powietrza.

 

Pojawia się przy okazji informacja, że by uzyskać 1 kW trzeba spalić 1 kg drewna.
Bardzo nieprecyzyjne uproszczenie, ale na blogu chyba można ? :D
 

Do podjęcia tego tematu sprowokowała mnie lektura jednego z forów, na którym zrobiło
się niezłe zamieszanie z tymi ilościami powietrza doprowadzanymi, przelatującymi
przez palenisko w tę czy w inna stronę. Wybaczcie kochani, ale te cyferki nie robią na
mnie wrażenia. Tak jak nie robi na mnie wrażenia fantastyczny sprzęt
mierzący-wyświetlający. Dość dawno temu zarzuciłem praktykę szpanowania miernikiem
podciśnienia podczas oględzin komina u klienta. Oczywiście "młody" może się podeprzeć
tym czy innym gadżetem, pod warunkiem , że wie o co chodzi w "te klocki". Bo jak nie wie
to i tak spieprzy w innym miejscu. Ja od lat dokonuję dokładnych oględzin komina i
miejsca późniejszego montażu. Wchodzę na dach, przeciskam moje prawie
sześćdziesięcioletnie kości przez fatalnie wykonane włazy kominiarskie. Sprawdzam
głównie pod kątem p.poż. Oględziny takie pozwalają mi później "na wyczucie" określić
przydatność instalacji nawiewnej i odprowadzającej dym, do danej realizacji. Nie ufam
przygodnym budowlańcom, nie ufam też przygodnym kominiarzom których nie znam.
 

Nie ma chyba większych wątpliwości, że te 10 m3 powietrza do spalenia 1 kg drewna
to w miarę właściwe wyliczenia. Nie dociekałbym, czy ta ilość przewiduje konieczny
kilkunastoprocentowy nadmiar . Pasuje mi to do moich doświadczeń z rurą
doprowadzającą powietrze do spalania, zazwyczaj fi 110. Taka rura dostarcza, w ciągu
godziny ok 80 m3 powietrza. Intensywniejsze palenie wymaga większej dawki
powietrza. Ponieważ rośnie wówczas temperatura w palenisku, wzrasta również ciąg

kominowy. Większy ciąg, to większe ssanie z rury dostarczającej powietrze. Wzrasta

szybkość przepływu , czyli rośnie ilość powietrza dostarczanego do spalania.

 

Na koniec mały instruktarz dla jednego z forumowiczów, jak mniemam, nie tylko.

 

Toomyem ! Nie musisz palić cały czas na otwartym maksymalnie dolocie powietrza.
Po 15 minutach , możesz przymknąć przepustnicę. Ile? To zależy od indywidualnych
cech Twojego wkładu i instalacji nawiewno-kominowej. Jak sprawdzić czy może
to być 30 %, czy 50 % otwarcia przepustnicy ? Najłatwiej próbować, nie bojąc się
błędu. Papierkiem lakmusowym niech bedzie czystość szyby. Dobre wkłady ( a taki
masz), są tak skonstruowane, że jeśli zbyt mocno przymkniesz dolot powietrza do
spalania, spowoduje to zabrudzenie szyby. Jest to jednocześnie sygnał, że w palenisku
odbywa się niewłaściwe spalanie. Po kilkunastu, kilkudziesieciu paleniach, nauczysz
sie palić tak , by nie brudzić szyby. Będzie to świadectwo, że dostarczyłeś odpowiednią
ilość powietrza drewnu zgromadzonemu w kominku.
 

CZY MOŻNA PALIC DO GÓRY NOGAMI ?

 

        Można ! Tylko po co ? Ci, którzy robią tak od lat, pewnie już by nie zmienili tego sposobu

na inny, bez względu na przyczynę dla której zaczęli tak palić. Zaczęło się pewnie od kłopotów z

rozpalaniem w piecu, w którym ktoś natchniony nowa modą , zrobił sobie zbyt duże drzwiczki.

Zapewne z szybą. Ale to tylko domysły. Pieco kominek wyposażony w kanały dymne,

nie mając tak zwanego skrótu rozpałowego do komina, dymi czasem przy inicjacji ognia.

Takie kłopoty miewają też posiadacze kominków źle podłączonych, z dużymi lub wysokimi

drzwiami. Dymienie przy rozpalaniu to częsty przypadek palaczy "od święta". Zimny komin

nie ciągnie, a często wręcz ciągnie w nim w drugą stronę.

 

       Spróbujcie kiedyś napalić odwrotnie niż zwykle. Grube na spód, następnie cieńsze, trochę

drobniej porąbane kawałki. Na to połóżcie podpałkę . Ale też w odwrotnej kolejności. Grubsze

patyczki najpierw, drobiazg na górę. I wtedy dopiero podpalić, koniecznie od góry. Tak jak zawsze,

tym samym sposobem co zwykle, ale już bez grzebania, bez dokładania, bo i miejsca już brak, skoro

piec  czy też wkład kominkowy pełen . Zdjęcia pokazują różne "okazje" palenia od góry w moim

domowym kominku z płaszczem wodnym (kolejne kliknięcia – obrazki rosną). Ilość opału zależna była

od temperatury na zewnątrz

 

       Co osiągamy tak paląc. Na pewno minimalizujemy dymienie, a w 99% przypadków eliminujemy

je bezpowrotnie. Zimny, długo nieużywany komin, to owe 1%. Podpalone, drzwiczki zamknięte,

nie ma ich po co otwierać, bo dołożone od razu. Rozpala się trochę wolniej ale ściany czyste wokół

kratek, warte są chwili cierpliwości. Większość odymionych wylotów powietrza z kominka,

bierze się z nieumiejętnej obsługi przy rozpalaniu, z konieczności dołożenia drewna, gdy komin

jeszcze "nie chwycił '. Niejeden zbyt wąski czy zbyt krótki komin, będący powodem rozpaczy

posiadacza kominka, od dzisiaj, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, przestanie was

denerwować. Tak, to jest możliwe! Trzeba tylko uwierzyć i spróbować…

 

      Pewnie mniej ważny dla wielu, jest aspekt ekologiczny, takiej praktyki. Paląc od dołu, zmuszamy

do zajęcia ogniem całą porcję drewna powyżej. Dymi jak diabli, prawda ? Przyczyna tkwi w zbyt

niskiej temperaturze,  jaką daje wątły z początku ogieniek , próbujący pokonać zbyt dużą dla niego

  ilość opału. Płomień od góry, posiada zawsze temperaturę adekwatną do porcji drewna, którą

w danej chwili trawi.

 

WŚRÓD PRZYJACIÓŁ

Dziś szczególny dzień . Dla mnie na pewno, czy dla kominki.org ? Pożyjemy zobaczymy…

Dziś postanowiliśmy połączyć siły. Mój zagubiony gdzieś w Polsce Blog i tętniący już  z

lekka życiem portal kominkowy. Trochę tu jak w rodzinie. Bo Weronika i Jagoda to

"zatwardziałe" blogerki -już od jakiegoś czasu wnoszące sporo do naszego codziennego,

kominkowego życia. Witek to pasjonat kominków "pełną gębą". Zresztą, każdy, kto tu zagląda,

nie ma chyba złych zamiarów ? Byłoby to  bardzo dziwne, nieprawdaż ?